Dawno, dawno temu, kiedy rozległe, zielone wzgórza Mistrzejowic porastały jeszcze gęste lasy a bezkresne łąki tętniły życiem niezliczonych ilości roślin i zwierząt,


...żyła piękna, młoda zielarka o imieniu Vitusia. Słynęła z dobrego serca, pięknego uśmiechu, wiecznego roztargnienia, pachnących na całą wieś przepysznych naleśników...

oraz pewnej niezwykłej umiejętności: odnajdywania leczniczych ziół i przygotowywania z nich aromatycznych naparów, które pomagały ludziom odzyskiwać siły.

Nigdy jednak nie była sama. Towarzyszył jej wierny przyjaciel: kot Cezarek, srebrzysto-błękitny kocur - Król mistrzejowickich łąk i lasów. Cezarek zawsze potrafił niespodziewanie pojawiać się, ze spokojem godnym króla pozwolić przez chwilkę podziwiać swoje piękne futerko, spojrzeć przenikliwym, bursztynowym kocim wzrokiem... i zaraz potem zniknąć jak duch.

Mieszkańcy śmiali się, że ten duet w komplecie potrafi widzieć rzeczy, których nie dostrzega ani żaden człowiek ani zwierzę.

Pewnego lata nastała długa, wyniszczająca susza. Studnie wysychały, pola pożółkły.
Coraz trudniej było znaleźć zioła i uprawiać ogródki a mieszkańcy zaczęli obawiać się o przyszłość.
Vitusia, wraz ze swoim wiernym towarzyszem, codziennie przemierzali okoliczne wzgórza i doliny, szukając oprócz leczniczych roślin także źródła wody. Niestety - bez skutku.

Aż pewnego słonecznego dnia, kiedy jak zazwyczaj przemierzali chłodną knieję, Cezarek zatrzymał się na niewielkiej polanie. Usiadł. Spojrzał na Vitusię.
Po czym zaczął z niezwykłą energią rozkopywać ziemię.
Vitusia była pewna, że jak to miał w zwyczaju, wywęszył kolejny smakołyk i chciała wędrować dalej, jednak kotek nie ustępował. Gdy tylko odeszli kawałek Cezarek wskazywał wzrokiem na polanę i wracał rozgrzebywać ziemię swoimi masywnymi łapkami. Widząc jego determinację, nasza Vitusia sama chwyciła za swoją podręczną, drewnianą kopystkę do wygrzebywania potrzebnych korzonków, bulw i smakowitych cebulek. Zaczęła kopać wraz z kotkiem.

Ziemia stawała się coraz chłodniejsza i wilgotniejsza. Nagle, spod kocich łapek i vitusiowych, silnych rączek dobiegł cichy szmer. Jeszcze jedno uderzenie. I wtedy spod ziemi wytrysnął krystalicznie czysty strumień chłodnej, przejrzystej wody.

Legenda głosi, że już pierwszy łyk przywracał siły zmęczonym wędrowcom, a rośliny wokół źródła zazieleniły się szybciej, niż gdziekolwiek indziej.

Wieść o cudownej wodzie rozeszła się po całej okolicy. Przybywali do niego wędrowcy, kupcy i mieszkańcy pobliskich osad. Każdy twierdził, że woda jest wyjątkowo świeża, orzeźwiająca i dodaje energii po trudach podróży - podobnie jak zioła Vitusi. Dlatego nazwali wodę tryskającą ze źródła Vitusianką - Srebrnym Skarbem, błyszczącym jak srebrzyste futerko Cezarka.

Z biegiem lat wokół źródła powstały studnie, z których narodziło się późniejsze ujęcie, znane dziś jako ujęcie Mistrzejowice.

A Cezarek?
Podobno nadal odwiedza źródło o świcie. Gdy nad wodą unosi się delikatna mgła, można usłyszeć ciche mruczenie. To znak, że strażnik źródła wciąż pilnuje swojego największego odkrycia.
Mówi się nawet, że jeśli usłyszysz ciche mruczenie przy pierwszym łyku, czeka Cię wyjątkowo udany dzień.